Tam DOM mój, gdzie SERCE moje. Czyli o odkrywaniu swojej prawdy i stawaniu za sobą.

Ostatnio było o wdechu i wydechu, męskości i kobiecości. Dziś będzie o powrocie do domu i stawaniu za sobą.

W pewnym momencie zapragnęłam uciec ze swojego domu, wyrwać się z tamtego świata, doświadczyć czegoś nowego, zdrowszego.

Moja przygoda z wyprowadzką zaczęła się w liceum. Były powroty, ale one upewniały mnie, że niebawem znów nastąpi czas wyprowadzki. I tak też się działo. Wyprowadzałam się coraz bardziej stanowczo, z coraz większą pewnością, że zmiany są mi potrzebne aby odkryć siebie, swój potencjał i możliwości. Wędrowałam, a wraz z tą wędrówką po nowych miejscach, poznawałam nowych ludzi, style życie, różne środowiska. Przy niektórych, serce biło mi mocniej a dusza wołała aby w danym miejscu zostać.

Pewnego razu, bardzo mocno poczułam, że tam DOM mój, gdzie SERCE moje. I tym zaczęłam się kierować. Moje serce oddalało się domu rodzinnego, ale bardzo zbliżało się do miejsca prawdziwie przeze mnie upragnionego. W tym podążaniu za SERCEM, był czas buntu, odcięcia od korzeni. Jednak zaowocowało to tym, że znalazłam się w innym miejscu, z innymi ludźmi, którzy pokazywali mi bardzo mocno, choć nieświadomie, z jakich korzeni wyrosłam. Najpierw to były przebłyski świadomości, aż w końcu zalała mnie fala, wielka jak tsunami…i nie było już odwrotu. Przyszedł czas powrotu do korzeni, do domu rodzinnego, do wybaczenia, pogodzenia, akceptacji. Kiedy to nastąpiło, mogłam naprawdę rozgościć się w DOMU, wybranym przez moje SERCE.

Nasz DOM, może być gdziekolwiek chcemy, on nie musi być zbudowany z cegieł. To takie miejsce, w którym czujemy się lekko, gdzie możemy być sobą, ten DOM to często relacje. Dlatego, niekiedy uciekamy z domu, tego jaki został nam dany, w którym się wychowaliśmy. Intuicyjnie czujemy, że gdzieś w świecie, bliżej lub dalej, pod względem geograficznym, czeka na nas coś innego, coś co pomoże odkryć prawdę o sobie samym. Kiedy zaczynamy spotykać się ze sobą, ze swoją prawdą, bywa euforycznie, bo okazuje się, że mamy większy/inny potencjał, niż dotąd słyszeliśmy. Doświadczamy innego rodzaju relacji. Rozwijamy się. Czujemy się szczęśliwi i uszczęśliwiamy. Tworzymy nowe modele relacji/funkcjonowania/współistnienia. Jest też i druga strona medalu, która ukazuje naszą ciemną stronę, która może nas skłonić do konfrontacji, teraźniejszości, z tym co było. Nawet tworząc coś nowego, będziemy się potykać o to co stare. Ten proces nie trwa chwile, on się dzieje. A wszystko co zablokowało drogę naszemu SERCU do DOMU, wymaga oczyszczenia a nie obejścia. Nasze doświadczenia odkładają się w naszych tkankach, ciało pamięta o wiele więcej niż nasz mózg. Wystarczy, że ktoś trzaśnie drzwiami a my sztywniejemy, jeśli kiedyś wraz z tym dźwiękiem do domu wchodził pijany ojciec, albo gdy słyszymy głośny powiew wiatru, wzmaga się nasza czujność, bo kiedyś byliśmy świadkiem, przechodzącej obok trąby powietrznej. To mogło dziać się bardzo dawno temu, mogliśmy coś wyprzeć z pamięci. Jednak to nie zostało bez odzewu w ciele. Dlatego pracując z traumą, powinniśmy pracować z uwolnieniem energii w ciele a nie samym pamięciowym odtwarzaniem wydarzenia. O czym pięknie pisze Peter A.Levine w książce Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy. 

Zatem idźmy za głosem SERCA, do swego DOMU. W tej wędrówce, pamiętajmy o KORZENIACH, bo one są ważną wskazówką na drodze odkrywania prawdy o sobie. A gdy ją odnajdziemy, możemy tworzyć nową jakość w relacjach, ze sobą, światem, ludźmi. W pracy, mieszkaniu, wśród przyjaciół.

Co może nas oddalać od naszego DOMU? Przede wszystkim, te momenty kiedy opuszczamy sami siebie. Tłumimy swoje emocje, pragnienia, i udajemy, że tak jak jest musi być. I znajdujemy na to różne wymówki. Począwszy od tego, że nie jesteśmy czegoś w stanie zrobić, po fizyczne objawy, które stają się blokadą przed dokonaniem zmiany, skonfrontowaniem się z tym co się aktualnie w nas dzieje. Kiedy tłumimy emocje, odczuwane wobec innych, kierujemy je na siebie. Chcąc ochronić innych, ranimy siebie. Jednocześnie nie dając innym do kontaktu co czujemy, czego potrzebujemy, pozbawiamy siebie mocy i odpowiedzialności. A to oddala nas i od naszego SERCA i od DOMU i od ludzi. I tak czując złość, do kogoś, zaczynamy czuć się winni, i z pozycji partnerskiej, schodzimy do roli ofiary, a wtedy często dzieją nam się różne wypadki. To bardzo złożony proces. Warto jednak przyjrzeć się sobie, gdy odczuwamy silne emocje. Zadać sobie pytanie, co z tymi emocjami robię? Czy potrafię stanąć za sobą i powiedzieć, że na coś się nie zgadzam, bo to mnie rani? Albo, że po prostu chcę czegoś innego, lub, że to co robisz mnie złości? Czy może czuję się winna/winny, że mam inaczej niż Ty, i nie chcąc Ciebie zranić, nie powiem Ci tego. Bo być może, jak będziesz znać prawdę to mnie opuścisz, zwolnisz z pracy, obrazisz się na mnie, albo też się na mnie zezłościsz? Możemy bać się różnych rzeczy. Kluczowe pytanie jest takie: dokąd opuszczanie siebie mnie doprowadza?

Mnie doprowadziło nad przepaść, nad którą w moim odczuciu znalazłam się niespodziewanie. Gdzie okazało się, że opuściłam nie tylko siebie, ale także bliskich mi ludzi. Olśniło mnie wtedy, że nie muszę czuć się winna, tego jaki DOM (styl życia, relacje, pracę) wybieram. Mam do tego prawo, ale mam też obowiązek brać odpowiedzialność za te wybory i byciem szczerą wobec tych, z którymi wchodzę w różne relacje. Nawet jeśli im się nie spodoba, to co powiem. Jeśli jednak będą to wiedzieć, to na drodze porozumienia bez przemocy, asertywności, coachingu, możemy się spotkać na podobnej płaszczyźnie. Do tego potrzeba zaangażowania i świadomości każdej ze stron. Warto pamiętać, że odbieramy świat, takim jakim chcemy go widzieć, więc jeśli widzimy siebie jako ofiarę, oprawcę, rozjemce, klauna, to w takie relacje będziemy wchodzić. Zupełnie inaczej będzie jeśli podejdziemy do siebie dojrzale, odpowiedzialnie i tak też będziemy patrzeć na innych ludzi. Jesteśmy dla siebie jak zwierciadła…

Podążanie za SERCEM, stawanie za sobą, to sztuka, której się uczę. Ona pozwala mi doświadczać nowych jakości w życiu na wszelkich płaszczyznach, zmieniać mechanizmy i wdrukowane reakcje na odpowiedzi na tu i teraz. Nadal potykam się o wystające korzenie przeszłości, jednak coraz rzadziej je omijam, a czasami wręcz zaglądam jak daleko pod ziemie sięgają aby się spotkać z tym co trudne.

Zatem szerokiej drogi do DOMU, i ufności wobec kompasu, jakim jest Twoje SERCE.

Wilczyca

Kategorie Bez kategorii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close